Cel: 100 produktów, po które nie będę już musiała chodzić do sklepu. Szaleństwo?

Kuchenne szafki, lodówka, piwnica – po prostu miejsca do przechowywania żywności. W środku półki pełne słoików, pudełek, paczek i różnych produktów z kolorowymi etykietami. Mniej lub bardziej przetworzonych, ale w znacznej większości pochodzących ze sklepu.

Ile z tych produktów mogłabyś przygotować sama?

5? 10? Wszystkie?

Ja wybrałam z nich 100 i oto jak (i dlaczego) zamierzam zrobić je od podstaw.

Projekt #100domowych

Postanowiłam nadać blogowi jakiś cel, do którego będę dążyć. Coś, co nowym czytelnikom podpowie gdzie trafili i czego mogą się spodziewać. A mnie osobiście zmotywuje do regularnego pisania i wspinania się po kolejnych szczeblach zdrowego trybu życia.

Tak właśnie powstał pomysł na projekt #100domowych.

Na czym polega projekt?

W ramach projektu będę testowała domowe wersje tych produktów, które zazwyczaj kupujemy w sklepie. Znasz je doskonale – codziennie wkładasz je do koszyka na zakupy. A gdy słyszysz o tym, że ktoś robi je w domu myślisz – co to za fanaberie?

Zresztą, przyznaj sama – kiedy ostatni raz robiłaś mąkę, jogurt czy makaron?

Plan działania

Jakie czynności będę musiała podjąć aby przetestować produkt?

  1. wybranie produktu
    • każdy ma jakieś ograniczenia, które dotyczą czasu, umiejętności czy dostępnych zasobów; ja przykładowo nie mogę pozwolić sobie na hodowlę krowy więc sama mleka nie wytworzę (tu najlepiej znaleźć i zaprzyjaźnić się z lokalnym rolnikiem – ja kupuję je na pobliskim targu ze zdrową żywnością)
    • nie ma chyba produktu, którego nie można dzisiaj kupić – zakwas buraczany, kiełki… teoretycznie więc mogłabym wziąć każdy produkt, w praktyce jednak będę starała się wybierać te podstawowe, które są w naszych kuchniach od lat (np. masłochleb, ser) lub po prostu są popularne (np. masło orzechowe albo gofry)
  2. zebranie informacji o sposobie wytwarzania produktu
  3. kilkukrotne przetestowanie różnych wariacji przepisu i wybranie tej, która mi najbardziej odpowiada
  4. porównanie domowego wyrobu ze sklepowym odpowiednikiem
    • smak, konsystencja, kolor, zapach
    • okres i warunki przechowywania
    • pochodzenie
    • cena i dostępność
    • zestawienie zalet/wad obu wersji produktu
    • czy domowy wyrób jest opłacalny (i w jakim kontekście)?
  5. przygotowanie szczegółowego wpisu zawierającego powyższe informacje

Podsumowania

Raz w miesiącu będę publikowała podsumowanie projektu:

  • co udało mi się zrobić a co niekoniecznie i dlaczego
  • plany na kolejny miesiąc

Rodzaje produktów

A, zapomniałam dodać – na liście, oprócz żywności, znajdą się także środki czystości. Marzyłaś kiedyś o własnym mydle czy proszku do prania? Wbrew pozorom zrobienie ich w domu nie jest takie trudne i prawdę mówiąc już nie mogę się doczekać, by Ci o tym opowiedzieć.

Wiesz już co będę robić, pozostaje pytanie – po co?

Cele projektu czyli po co to wszystko?

Projekt ma na celu przede wszystkim:

  • sprawdzić, czy w dzisiejszym świecie jesteśmy w stanie uniezależnić się od sklepów z własnej inicjatywy, zwłaszcza mieszkając w mieście gdzie są one na każdym rogu
  • sprawdzić, czy robienie domowych wyrobów jest opłacalne (czas, koszt, walory smakowe i nie tylko) i w jakich przypadkach; czy dany produkt bardziej opłaca się kupić w sklepie czy na targu? u lokalnego rolnika czy w sklepie z ekologiczną żywnością? i w reszcie – czy warto zrobić go własnoręcznie
  • zachęcić do świadomego wybierania produktów pokazać co powinno znaleźć się w składzie danego produktu a co jest zwykłym zapychaczem (np. w przypadku jogurtów)
  • zachęcić innych do podobnych zmian w odżywianiu – chcę pokazać, że robienie tych 100 rzeczy samemu jest możliwe! trudne, ale możliwe
  • motywować mnie do dalszej pracy nad blogiem

Dla mnie to wystarczające powody żeby spróbować. A dla Ciebie?

Z jakiego miejsca zaczynam?

Poniżej kilka istotnych informacji o mnie, które pozwolą Ci lepiej zorientować się w którym miejscu swojej eko-podróży aktualnie się znajduję.

Kilka słów o mnie:

  • jestem mamą 3 urwisów – 7 i 3 latka oraz 2 miesięcznego bobasa
  • mieszam w Lublinie, średniej wielkości mieście
  • pracuję z domu (zdalnie), ale obecnie mam urlop macierzyński
  • więcej informacji znajdziesz na stronie o mnie

I o moich doświadczeniach ze zdrowym trybem życia:

  • na zakupach czytam etykiety i analizuję skład produktów: jedzenia, kosmetyków, środków czystości a także ubrań; robię tak już od kilku ładnych lat
  • posiadam listę produktów, których w ogóle nie kupuję (płatki śniadaniowe, większość rzeczy z proszku, jogurty owocowe itp.) lub robię to okazjonalnie (pieczywo, słodycze i inne przekąski)
  • niektóre produkty przygotowuję w domu i korzystam z nich na bieżąco np. proszek do prania; inne robię od czasu do czasu np. majonez, ketchup
  • w miarę możliwości kupuję podstawowe produkty na targu (także ekologicznym) np. mąki, kasze, płatki owsiane, mleko, śmietana, owoce i warzywa, ale często jestem też klientką pobliskiego Lidla i Biedronki
  • staram się ograniczać spożycie mięsa (kupuję je głównie ze względu na rodzinę, bo sama mogłabym z niego całkowicie zrezygnować) i kupować je od znajomych hodowców (poprzez teściów, którzy mieszkają w mniejszym mieście)
  • mój maluch zamiast pampersów korzysta z pieluch wielorazowych, czasem sięgam po eko-jednorazówki, ale są to raczej wyjątki (np. dłuższy wyjazd)
  • jestem fanką BLW, ale na luzie, nie za wszelką cenę
  • mam wsparcie rodziny zarówno jeśli chodzi o kulinarne eksperymenty jak i zdrowy, zrównoważony tryb życia
  • do tej pory opublikowałam na blogu:
    • 15 przepisów
    • 5 porad
    • 1 recenzję

Mało? Dużo? Zależy od punktu widzenia.

Z pewnością część z tych rzeczy pokrywa się z Twoją aktywnością. Niektóre są dla Ciebie nowością (jeśli chciałbyś żebym coś o nich napisała – daj znać w komentarzu) a w innych prześcigasz mnie o lata świetlne.

To dobrze! Nikt nie jest taki sam, mamy przecież różne wartości, priorytety, styl życia.

Skoro już wiesz kim jestem i znasz moje doświadczenie pora na mięsko, czyli to, co zaplanowałam na pierwszy miesiąc.

Plany na najbliższy miesiąc

W ciągu najbliższego miesiąca mam zamiar:

  • #100domowych
    • opracować listę 100 produktów, których domowe wersje chcę przetestować w ramach projektu (wstępny zarys już mam, ale muszę jeszcze trochę nad nim popracować)
    • ustalić co zrobić z już opublikowanymi przepisami (czy już teraz zaliczyć je na poczet projektu czy zaczekać na aktualizację zawartości)
  • zakwas chlebowy – przeprowadzić pierwszą próbę reanimacji pacjenta, ożywić go z zasuszonej postaci i powrócić do regularnego pieczenia (mój poprzedni zakwas niestety padł)
  • przecier pomidorowy – dopracować i zamieścić zaległy przepis (narodziny nowego członka rodziny trochę pokrzyżowały mi plany wcześniejszej publikacji)
  • masło orzechowe – przetestować domową wersję masła orzechowego

Jak widzisz lista nie jest jakoś specjalnie długa. To pierwszy miesiąc projektu a ja jestem cichą fanką robienia postępów małymi krokami. Miałam ostatnio dłuższą przerwę i teraz muszę poświęcić trochę czasu na ponowne wsiąknięcie w blogowanie.

Uda się czy nie, emocje sięgają zenitu!

Z jednej strony jestem podekscytowana, bo będę robiła naprawdę fajne rzeczy; z drugiej trochę się boję. Niniejszym złożyłam publiczne oświadczenie i nie ma już odwrotu.

Jeśli jesteś ciekawa jak mi poszło – zapisz się na newsletter lub po prostu zajrzyj na bloga za miesiąc. Gdybyś miała ochotę na częstsze aktualizacje to zapraszam na mój profil na Facebooku, tam będą pojawiały się bieżące relacje z frontu.

Do zobaczenia za miesiąc!

Ania Skulimowska

Podobał Ci się ten wpis?

Zapisz się na specjalną listę i otrzymuj powiadomienia gdy na blogu pojawi się coś nowego:

Komentarze (11)

  1. Świetny projekt. Czekam na kolejne wpisy.

    1. Cieszę się bardzo, dziękuję!

  2. dziełcha ze wsi ;)

    Bardzo podoba mi się ta inicjatywa! Trzymam kciuki, obserwuję i pozdrawiam!

    1. Dziękuję, pozdrawiam!

  3. Asia

    Chciałam pogratulować pomysłu, chęci, zaangażowania i dobrej (jak na tę chwilę) organizacji. Bardzo podoba mi się zwięzłość wypowiedzi, wszystko konkretnie bez zbędnej treści po której nadmiarze u innych nie chce się już czytać. Trzymam kciuki. Pozdrawiam serdecznie

    1. Dzięki, mam nadzieję, że następne wpisy też Ci się spodobają 🙂
      Pozdrawiam!

  4. Asu

    Zakwas można mrozic. Po rozmrozeniu trzeba go odświeżyć i dopiero z odświeżonego wychodzi smaczny chleb. Przecier – teraz pomidory są niesmaczne. Pomysł mi się podoba.

    1. O dzięki, wypróbuję sposób z mrożeniem zakwasu.

      Wpis o przecierze miałam opublikować jeszcze latem, jak były dobre pomidory. Ale niestety kiepsko się czułam na końcówce ciąży (ciągle zmęczona…) i nie miałam do tego głowy. Chcę go po prostu dodać na stronę, bo jest prawie gotowy. Będzie na następny sezon 🙂

      A te zimowe pomidory to rzeczywiście do niczego się nie nadają, szkoda kupować.

  5. Zuza

    Chętnie poczytam. Trochę bardziej o środkach czystości, ale te o żywności też mogą być dobrą inspiracją 🙂

    1. Super! Mam nadzieję, że tak będzie 😉

  6. Fajna inicjatywa. Sama też stosuję wiele z twoich patentów i staram się przygotowywać w domu, jak najwięcej rzeczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.